Styczniowe radości

Lubię taki styczeń - przez kilka dni mieliśmy odwilż i powietrze pachniało przedwiosennie :) Teraz znów w okolicy zera, ale śniegu prawie nie ma i dobrze się biega :)

Nasze życie około-wegańskie cieszy bardzo. Czytam akurat książkę Jak nie umrzeć przedwcześnie. Co jeść, aby cieszyć się zdrowiem (Michael H. Greger, Gene Stone)  i zachwycam się każdym rozdziałem. Szkoda, że nie wpadła mi w ręce wcześniej. Szczerze polecam. Dzięki niej podkręca się mój zapał do jedzenia nieprzetworzonego lub mało przetworzonego. Tego typu dieta jest trochę trudna i nie umiem przeskoczyć na nią bez rozgrzewki, ale po każdym rozdziale książki z szacunkiem patrzę na surowe brokuły czy brukselkę i jem je jak dary niemal :) Odczuwam też coś na kształt odkrywania całkiem nowego świata. Powoli wkręcam się w przyprawy, które dawniej mogły dla mnie w ogóle nie istnieć i bawię się tym wszystkim jak dziecko. Dobry czas. Pełen niespodzianek, zachwytów, jakbym żyła w jakimś cudownym ogrodzie, a to zwykłe stoiska warzywniaka - tyle że ja patrzę na nie teraz całkiem inaczej 

Nie gaśnie mi też entuzjazm i to też jest fajne. Już tyle razy w życiu to czy tamto mi przechodziło, że naprawdę doceniam, gdy coś potrafi utrzymać moją dopaminę na wyższym poziomie przez dłuższy czas :)  

Jeszcze miłe wspomnienie ku pamięci :) Upiekłam niedawno kotlety z białej fasoli, soczewicy i pieczarek, wyglądały jak ciasteczka z czekoladą, tyle, że smak miały nieoczekiwany. Były jasne, kruche i chrupkie, przez co wizualnie wydawało się, że jedliśmy ciasteczka (w towarzystwie ziemniaków), jednak zmysł smaku wpadał w osłupienie. Mój Synuś, lat 13, powiedział, że moje kotlety, jak i cała nasza kuchnia wege, są skrojone dla ludzi, którym się wydaje, że doświadczyli już w życiu wszystkiego 😄

    Wkrótce znów jedziemy nad morze. 


Na króciutko, ale zawsze. I to pociągiem :) K. jest już na miejscu, a my dojedziemy do niego nocnym wagonem sypialnym. Dla dzieci to wielka przygoda i cieszę się ich radością. Cieszę się też, że nie ma w nich zblazowania, choć przecież w ich wieku mogłoby już być. Ale nie ma i chce mi się za to dziękować niebiosom. Jest podekscytowanie i fajne emocje i one udzielają się mi :)

Na koniec polecam filmik z youtube - o grupie osób chorych na cukrzycę, którzy wyjeżdżają na "koniec świata" na 30 dni (wersja tylko po angielsku)

Komentarze

Popularne posty