Popełniam błąd za błędem.

 Popełniam błąd za błędem ale przynajmniej będę je miała odhaczone :) 

Najadłam się wczoraj orzechów włoskich i musiałam wstać w nocy po tabletkę przeciwuczuleniową. Niby pamiętałam, że zbyt dużo orzechów równa się u mnie: bóle brzucha ale myślałam, że po przejściu na dietę roślinną to się zmieni. Nie zmieniło się. Co oczywiście nie oznacza, że nie zmieni się kiedyś 😄 - jedynie, że tydzień to trochę zbyt krótko. 

Jestem pełna oczekiwań. To pewnie kolejny mój błąd ale daję sobie na niego przyzwolenie. Jest przyjemnie uszczęśliwiający. Jest jak dziecięce myślenie o wakacjach - że na pewno będzie bosko. Już wiem, że tak całkiem bosko nie będzie, bo wpadam w popłoch czym mam nakarmić rodzinę, ale urok bajkowych oczekiwań jest taki miły, że sobie w nim trwam. Fakty niech będą faktami, a miłe wizje wizjami. Mogą istnieć razem. 

Tak więc wchodzę do kuchni i zastanawiam się co mam wymyślić, by było smacznie i zdrowo. Trudna jest zwłaszcza pora obiadu. Choć wege chęci są u wszystkich członków rodziny, to na talerzu chcieliby zobaczyć coś, co wygląda (i brzmi) jak zapowiedź dobrego pojedzenia sobie. A gulasz cebulowy z bakłażanem, pieczone strąki i tofu w wędzonej herbacie to nie do końca jest to, o co im chodzi. A dokładnie - jest to ostatnia rzecz, na jaką mieliby ochotę. 

Byłam dwa dni temu w bibliotece po wege książki z przepisami ale z powodu zalania dostałam tylko połowę pozycji. Jakby los chciał mi powiedzieć "O nie nie, połowę roboty musisz zrobić sama". Przejrzałam rozdziały, a i tak ostatecznie zdecydowałam się na coś mojego, co trochę przypominało jedzenie z "dawnych czasów": ziemniaki, kapusta kiszona (ja i mąż), ziemniaki i ogórek surowy (syn), ziemniaki i marchewka tarta (córka), plus rozlatujące się smażone kotleciki o składzie: podsmażone pieczarki, podgotowane gniecione ziemniaki, kukurydza, błonnik z babki płesznik (tzw. witalny), sól, pieprz, panierka. Męska część zachwycona, córka kotlecików nie tknęła, ja zjadłam jeden.      

Dużo nauki przede mną. Wieczorem leżałam sobie i fantazjowałam o książce, która by mi się przydała - coś w stylu: "Czym karmić rodzinę, gdy chcesz przejść na weganizm, a twoje dzieci nie przepadają za warzywami - pierwsze tygodnie w zespole odstawienia". 

Hm, czas pokaże jak nam pójdzie. Tymczasem spadł śnieg i zrobiło się grudniowo :)





Komentarze

Popularne posty