Krok po kroku z dietą :)

 Za nami kilka intensywnych dni, pełnych wyzwań na wszystkich frontach. Staram się tak organizować życie, by unikać spiętrzenia zdarzeń, nie zawsze się da. Plusy to, że daliśmy radę i nie padałam wieczorami ze zmęczenia. Nowa jakość :) Myślę, że to dzięki diecie.    

W dniach, gdy dużo jest na głowie, trudno o wymyślanie potraw bez produktów odzwierzęcych, ale nie schodzę z obranej ścieżki. Znalazłam kilka patentów, które na razie się sprawdzają: smoothie bananowe z przemyconymi liśćmi szpinaku, brązowym ryżem i mlekiem migdałowym, pasty ze słonecznika lub dyni i soi do smarowania chleba, dużo surowych ogórków, pomidorów, marchewek, mandarynek, risotto z ryżem, groszkiem, fasolą i kukurydzą, ziemniaki i kotlety jarzynowe. Dziś będą na przykład kotlety z kaszy bulgur, soczewicy i ryżu brązowego z cebulką i pieczarkami. Jak to mówią: chcieć to móc :) Wszystkiego uczę się od zera - kaszę bulgur mam w kuchni pierwszy raz w życiu :)

Traci się sporo w weganiźmie - sery żółte, mleko, jajka, twarożki i mięso oczywiście, w tym wędliny, ale też zyskuje się dużo w kwestii nowych smaków. Nigdy wcześniej nie piłam mleka migdałowego czy ryżowego, nie jadłam tofu, ani nawet tych jarzynowych kotletów. Nie jest to smaczniejsze ale bywa ciekawe :) Wczoraj K. zajadał się prażonym w domu słonecznikiem :)

Pracuję z udarami, bliski mi człowiek miał niedawno zawał serca, mamy nie najlepsze wyniki i nadwagę (poza dziećmi) - po prostu spróbuję. 

Obejrzałam też ostatnio dwa ciekawe filmy na Netflix o odżywianiu: What the health oraz The C word. Polecam. 



Komentarze

Popularne posty