Jak mi idzie na diecie :)

 Jak mi idzie na diecie bez produktów pochodzenia zwierzęcego?

Cztery dni za mną, z jednej strony niewiele ale zważywszy na ilość zmian i wrażeń bardzo dużo :) 

Przyjemny jest czas, kiedy dzieje się dużo pozytywnych rzeczy, a te ostatnie cztery dni właśnie takie były. Jest we mnie dużo wdzięczności wobec możliwości, które mamy. Byliśmy w sklepie i znaleźliśmy mnóstwo produktów, które ułatwiają przejście na dietę bez nabiału i mięsa - gdybym dawniej podjęła tę decyzję, pewnie byłabym w lepszej formie, ale też dużo trudniej byłoby mi zacząć. Teraz półki uginają się od past warzywnych do chleba, mlek roślinnych i innych specjałów. Dobre czasy.

Cieszę się też, że łatwo teraz o informacje. Znalazłam takie ciekawe zdanie w książce, którą czytam: "Kiedy zmieniają się fakty, zmieniam zdanie. A pan?" (John Maynard Keynes). 

Spodobało mi się. Fakty, które do mnie dotarły, to m.in. film "The game changers" na Netflix, który obejrzeliśmy całą rodziną. Bardzo polecam. Daleka jestem od myślenia magicznego i poczucia, iż przyciągam w jakiś niezwykły sposób sprzyjające mi okoliczności, ale tak się czułam ostatnio. W ręce wpadają mi wspaniałe książki z bibliotecznych półek, a niezwykłe i mądre filmy same jakoś do mnie odnajdują drogę :) Śmiejemy się z dziećmi, że to wszystko pewnie sprawka cookies - i być może nie mylimy się wiele ;)

Każdy kto przechodzi na odżywianie bez produktów pochodzenia zwierzęcego ma swoją motywację, i ja mam swoją. Pewnie popełnię czasem jakiś grzeszek ale grzeszki to część szerszego planu na życie z umiarem - trzeba przecież mieć umiar w niepopełnianiu grzeszków ;) 

Co jeszcze miłego w ostatnich dniach?

- piękna pogoda (miał padać śnieg z deszczem, a tu dziś cudowne słońce :) - prztyczek w nos dla pogodynki ;)

- zwyżka energii w moim osobistym agregacie - jeszcze niedawno padałam na nos wraz z nadejściem pory wieczornej, a teraz moja przytomność umysłu odnotowuje postępy (chcę myśleć, że to za sprawą diety :)

- zepsułam kilka past do chleba (nie wyszły mi), ale też nauczyłam się kilku całkiem smacznych :)

- moje dzieci zjadły dziś burito warzywne, co jest osiągnięciem całkiem spoza skali :)

Zapał. Dla mnie jest niemal jak święty Graal. Gdy mam zapał, to mam wszystko. Rano chce mi wstawać, w głowie mam plany, w żyłach musującą krew i wszędzie widzę możliwości. Gdy mój zapał gaśnie, gaśnie mi moc i snuję się zmęczona jak cień. Teraz zapał jest i jest pięknie. Za chwilę będzie rok jak biegam. Nie chwaliłam się :) Wstaję o świcie i biegam. Czasem trochę później w ciągu dnia ale staram się nie zaniedbywać tych przebieżek. Może kiedyś napiszę osobnego posta o tym bieganiu. Jest piękne. 

Tak więc mam teraz i bieganie, i dietę wegańską, i dzieci na edukacji domowej i pracę, którą sobie sama wymyśliłam i w której jestem sobie szefem. I zapał :) Na szczęście mam też trochę niefarta - dla równowagi :)

Komentarze

Popularne posty